|
Dariusz Brzostek, Gazeta Wyborcza
W najbliższych dniach wchodzą w życie zmiany w przepisach o kierowcach zawodowych. Kierowcy ciężarówek nie będą mogli od razu wykonywać zawodu. Zostaną zatrudnieni dopiero po ukończeniu dodatkowego szkolenia.
- Siedem miesięcy temu zrobiłem prawo jazdy kategorii D. Ale do dziś
nie zostałem kierowcą autobusu, tak jak sobie to zaplanowałem - mówi
25-letni Adam, mieszkaniec Mazowsza. Z pracy za kółkiem autobusu
zrezygnował również jego kolega, który razem z nim chodził na kurs
prawa jazdy. Podobnych przypadków jest coraz więcej. W całym kraju z
wykonywania zawodu kierowcy autobusu zrezygnowało już kilka tysięcy
osób, które w ciągu ostatnich 12 miesięcy uzyskały prawo jazdy tej
kategorii. Powód? Samo prawo jazdy już nie wystarczy, trzeba również
zdobyć "kwalifikację wstępną", czyli zaliczyć specjalistyczne szkolenie
przez zawodowych kierowców. Po 10 września zeszłego roku jest ona
niezbędna do wykonywania tego zawodu dla nowych kierowców autobusów.
Ale niewielu kandydatów pali się do dodatkowych szkoleń. A bez tego
żaden z pracodawców nie może zatrudnić takiego kandydata do pracy na
stanowisko kierowcy autobusu. Oficjalnie nie mają prawa do wykonywania
zawodu.
Niedoszli kierowcy najczęściej swoją decyzję tłumaczą bardzo wysokimi
kosztami dodatkowego kursu. - By go ukończyć, trzeba wydać kolejne 6-7
tys. zł. A na taki wydatek mogli pozwolić sobie tylko nieliczni -
przekonują. Ich zdaniem na taki luksus mogą sobie pozwolić osoby, które
uzyskały dofinansowanie np. z urzędu pracy. Większość z naszych
rozmówców wspomina, że jeszcze dwa, trzy lata temu niemal każdy
kandydat, który ukończył kurs prawa jazdy kategorii D i zdał egzamin,
miał z miejsca zagwarantowaną pracę. Wielu zdecydowało się na lepiej
płatną pracę za granicą. Dziś większość firm pyta na wstępie, czy
kandydat ma ukończone dodatkowe szkolenie. Firmy wolą zatrudniać już
doświadczonych kierowców, którzy zdawali prawo jazdy na starych
zasadach.
Powody do obaw mają też inni zawodowi kierowcy. Otóż 10 września
wchodzą w życie nowe przepisy prawa transportowego. Od tego dnia każdy
kierowca, który zdobędzie uprawnienia do prowadzenia samochodów
ciężarowych (wymagana jest kategoria C), będzie musiał ukończyć
szkolenie i zdać egzamin z kwalifikacji wstępnej. Kurs będzie trwał 280
godzin i skończy się egzaminem, podczas którego będzie można zdobyć
licencję na przewóz osób lub rzeczy na nowych zasadach. Radości nie
kryją właściciele szkół nauki jazdy.
Artur Jastrzębski z warszawskiej szkoły jazdy przez ostatnie trzy
miesiące miał dwa razy więcej chętnych. - Każdy chce zdążyć przez
zmianami. Niektórzy brali po kilka godzin dziennie, by tylko zdać na
starych zasadach. Dla mnie to prawdziwe żniwa - mówi. W sierpniu jego
telefon dzwonił niemal non stop. Chętnych musiał odsyłać do konkurencji.
Kierowcy narzekają również dlatego, że zmiany dotyczące kwalifikacji
wstępnej, którą muszą ukończyć, wprowadzono z zaskoczenia. Nowelizacja
przepisów o transporcie drogowym i kodeksu drogowego weszła bowiem w
życie prawie dwa lata temu. Ale przez długi czas nie było przepisów
wykonawczych, które określałyby zasady szkolenia czy chociażby
wymagania stawiane ośrodkom mającym zająć się np. doskonaleniem
techniki jazdy. I tu zdaniem zwłaszcza nowych kierowców resort
infrastruktury zbyt długo zwlekał z wydaniem tego rozporządzenia.
Dopiero dwa miesiące temu kandydaci na zawodowych kierowców dowiedzieli
się, ile godzin ma trwać np. szkolenie teoretyczne, a ile czasu
kierowcy będą ćwiczyć w praktyce. Jako pierwsi do kwalifikacji wstępnej
zostali zaliczeni kierowcy ciężarówek z egzaminem zdanym po 10 września
2009 r. Po nich będą kolejni. Tym razem szkolenie będą musieli przejść
kierowcy kategorii C oraz C+E, którzy prawo jazdy uzyskali do 31
grudnia 1980 r. Po nich z kolei szkolić się będą kolejni, którzy zdali
egzamin na prawo jazdy w późniejszym terminie.
Pan Marcin, 55-letni zawodowy kierowca z Milanówka z ponad 30-letnim
stażem za kółkiem ciężarówek, uśmiecha się, gdy pytam go o dodatkowe
szkolenia. - Chętnie pójdę na takie szkolenie - mówi. - To bardzo
zabawne, co ci nasi urzędnicy wymyślili. Ciekaw jestem, czego mnie
nauczą na tych szkoleniach - pyta. Podobnie podchodzą do sprawy jego
koledzy, z którymi jeździ od lat po całej Europie. Wszyscy oni będą
musieli przechodzić co pięć lat szkolenia okresowe. Pan Marcin
przekonuje, że w swojej zawodowej karierze przejeździł cały świat już
kilkadziesiąt razy. - Przejechałem ponad milion kilometrów na
kilkudziesięciu ciężarówkach i sam mógłbym nauczyć nie tylko wielu
młodych kierowców, ale i kilku egzaminatorów, jak się zachować na
bardzo trudnych trasach. Te nowe przepisy są takie same jak te, które
obowiązują od lat w Unii Europejskiej - mówi.
Mają podnieść bezpieczeństwo jazdy oraz przewozu pasażerów i ładunku
czy chociażby nauczyć optymalnego zużycia paliwa. - To dobre dla
kursantów czy młodych kierowców, którzy zapoznają się ze standardami
obsługi i logistyki - uważa pan Marcin. Przegląda instrukcję, z której
wynika, że w programie omówione zostaną zagadnienia racjonalnego
prowadzenia pojazdu czy stosowanie przepisów z zakresu ruchu i
transportu drogowego oraz świadczenia usług. - Kto przejeździ tyle lat
co ja, będzie miał to w małym palcu - przekonuje.
|